Łódź ze śmieci i dwanaście godzin na Pacyfiku: ucieczka z wyspy zakończona pół mili od celu

Otwórz w YouTube ↗
Przegląd

Pięciu uczestników, Jimmy, Chandler, Nolan, Darius i Hase, zostaje wysadzonych na wyspie na Pacyfiku. Zasada jest prosta: mogą się wydostać tylko wtedy, gdy sami zbudują łódź i przepłyną nią wiele mil otwartego oceanu do innej wyspy. Jimmy wyjaśnia, że od dawna zastanawiał się, czy razem z kumplami zdołałby uciec z bezludnej wyspy, i uważa, że „każdy chłopak o tym myśli”. Film pokazuje cały tydzień: budowę obozu, szukanie materiałów, konstrukcję łodzi i całodniową przeprawę, której wynik rozstrzyga się w ostatnich minutach.

13 min czytania

Punkt wyjścia: brak doświadczenia i ograniczony zapas wody

Już na początku okazuje się, że nikt poza jedną osobą nie wie, jak się do tego zabrać. Na pytanie, czy ktoś kiedyś żeglował, wszyscy odpowiadają przecząco. Jimmy pokazuje widzom trójwymiarową wizualizację łodzi, którą mają zbudować. Jeden z uczestników uznaje to za niewykonalne, inny pyta, czy Jimmy oszalał.

Uczestnicy dostali skrzynię z rzeczami do przetrwania, w tym wodę. Jimmy zaznacza, że choć zapas może wyglądać na duży, musi wystarczyć do czasu ukończenia łodzi. Nie wie, ile to potrwa, bo, jak mówi, „jesteśmy tylko youtuberami”, którzy budują wszystko od zera. Przed łodzią trzeba jednak postawić schronienie, żeby wyspa nie wykończyła ich wcześniej.

Pierwszy dzień: fort i strategia

Budowa obozu przebiegała szybko, choć nie bez zabawnych wpadek z węzłami i podnoszeniem się nawzajem. Jimmy żartował, że skoro nie radzą sobie z obozem, to strach pomyśleć, co będzie z łodzią. Pierwszego dnia powstało schronienie w formie fortu, a o zachodzie słońca uczestnicy rozpalili ognisko i ustalili plan działania.

Okazało się, że ani Nolan, ani Chandler, ani Jimmy nigdy nie budowali łodzi. Dlatego w ekipie jest Hase, który zbudował łódź w jednym z poprzednich filmów. Od tej chwili on staje się technicznym liderem przedsięwzięcia.

Prototyp Hase'a i wymagania wobec łodzi

Rano drugiego dnia pracował tylko Hase, bo tylko on wiedział, co robić. Zbudował miniaturę z kadłubem, poprzecznymi belkami u góry i masztem. Żagiel zrobił z kawałka koszulki Nolana. Model pływał, co przyjęto wiwatami.

Hase wyjaśnił, że prawdziwa łódź musi być około 40 razy większa i utrzymać prawie 500 kg, a do tego dowieźć wszystkich na docelową wyspę. Jako materiał wskazał bambus, bo jest lekki i wyporny, pod warunkiem że uda się go zebrać wystarczająco dużo.

Dżungla, owady i śmieci jako surowiec

Bambus rósł głęboko w dżungli. Przed wyprawą Hase zwołał naradę i ostrzegł przed konkretnymi zagrożeniami: żararaką lancetowatą, żararaką rogatą i wałęsakiem brazylijskim. Sama wyprawa przyniosła głównie mrówki pod koszulą i strach przed nagle zrywającym się ptakiem. Jeden z uczestników podsumował, że wszystko tutaj chce ich zabić.

Drugim źródłem materiałów okazały się śmieci wyrzucone przez morze. Uczestnicy tłumaczą, że przepływające statki wyrzucają odpadki za burtę, a prądy znoszą je na brzeg. Uznali, że mogą zbudować z nich łódź, a przy okazji posprzątać plażę. Za najcenniejsze znaleziska uchodziły szczelne pojemniki z wieczkiem i niebieskie beczki, bo zapewniały wyporność. Pierwsza znaleziona beczka była rozbita. Kolejne, nieuszkodzone, testowano od razu w wodzie.

Materiałów było już dość, żeby zacząć budowę, ale upał odebrał wszystkim siły. Jimmy ocenił, że w tym tempie budowa zajmie miesiąc.

Pająk w obozie i przeniesienie warsztatu

W nocy Nolan obudził się obok dużego pająka, co postawiło na nogi cały obóz. Pająka przegoniono, ale Nolan nie był pewien, czy zaśnie.

Następnego dnia uczestnicy uznali, że w pełnym słońcu nie da się pracować dłużej niż kilka godzin, więc przenieśli warsztat do cienia w głębi plaży. Po drodze Chandler znalazł trzecią beczkę. Jimmy podkreśla, że znacznie zwiększyła wyporność łodzi. Mieli już dość bambusa i drewna, by zacząć budowę na dobre.

Budowa tratwy i ryzyko jednego złego węzła

Kupa „badyli i śmieci” zaczęła zamieniać się w konstrukcję. Darius, który początkowo był za kamerą, przeszedł do budowy, a kamerę przejął Chandler. Narracja wielokrotnie wraca do jednego zagrożenia: jeśli choć jeden węzeł puści na wodzie, łódź zatonie pośrodku oceanu. Jeden z uczestników zażartował, że buduje „pokład kupowy”. Po krótkiej dyskusji o nazwie ustalono, że podczas żeglugi nie będzie żadnego załatwiania się. Bambusowy pokład sprawił, że konstrukcja zaczęła przypominać łódź. Na pytanie o imię dla niej Chandler odpowiedział beknięciem i tak już zostało.

Hase zwrócił też uwagę na pływy. Wyjaśnił, że odpływ ściąga wodę w głąb oceanu, więc jeśli trafią na niego w złym momencie, zostaną wyciągnięci na otwarte morze. Jeśli zaś wiatr i prądy będą niesprzyjające, to jego zdaniem nawet z silnikiem nie dotarliby do wyspy. Hase przyznał, że czuje, iż wszyscy na niego liczą. Jeśli z ludźmi, którzy nigdy nie żeglowali, osiągną cel, zapamięta to do końca życia.

Czwarta beczka i kryzys Nolana

Plan na kolejny dzień był taki: związać pokład, zebrać materiały na wiosła i sprawdzić, czy konstrukcja pływa. Żagiel miał powstać dopiero po teście. Jimmy zauważył, że większa część filmu to w gruncie rzeczy grzebanie w śmieciach, ale to właśnie śmieci były ich jedyną nadzieją na ucieczkę.

Brakowało czwartej beczki, bez której jeden koniec łodzi byłby nierówny. Po dwóch godzinach przeczesywania plaży Nolan i Chandler ją znaleźli, razem z elementem, który posłużył później za ster. Trzeba było jednak nieść ją kilometrami po kamieniach. Nolan nie wziął wody i zaczął słabnąć: mówił o drętwiejących palcach, pogarszającym się wzroku i o tym, że zaraz zemdleje. Darius przyniósł beczkę do obozu, Hase pomógł Nolanowi, a inni podali mu wodę.

Narrator mówi, że w tym momencie zrozumieli, iż sukces osiągną tylko współpracując. Zużyli już ponad połowę wody, więc nie mogli zostać na wyspie dużo dłużej.

Przy okazji uczestnicy podjęli nieudaną próbę zrobienia wioseł z plastiku stopionego w znalezionym kawałku metalu. Plastik się nie stopił. Jeden z nich dziwił się, że woda się gotowała, a plastik nie, i dodał autoironicznie, że właśnie dlatego widzowie oglądają Marka Robera, a nie ich.

Test pływalności

Wszystkie beczki przymocowano do stelaża, a potem przyszła pora na belki poprzeczne. Te same węzły trzeba było powtórzyć na wszystkich 17 belkach, po obu stronach. Lina potrafiła się zerwać przy zaciąganiu.

Ekipa stanęła przed wyborem: dokończyć łódź i liczyć, że zadziała, ryzykując, że rozpadnie się w dniu ucieczki, albo zrobić przerwę i zwodować ją od razu. Wybrali test. Hase zastrzegł, że nie jest szkutnikiem i „po prostu coś tam wie”. Łódź pływała. Jimmy mówi, że po raz pierwszy w tym wyzwaniu poczuli, że może im się udać.

Jimmy dodał też osobistą refleksję. Na kanale robią ogromne produkcje z setkami uczestników walczących o nagrody, na przykład milion dolarów, a czasem miło jest po prostu trafić z kumplami na wyspę i zbudować łódkę. Przyznał, że to jeden z trudniejszych filmów, z upałem i robactwem, ale cieszy się z czasu spędzonego z przyjaciółmi. Kiedyś kręcili takie filmy ciągle i nie wie, czemu przestali.

Żagiel, skegi i wiosła

Do tej pory była to tratwa, a nie łódź, bo brakowało czegoś, co łapie wiatr. Presja rosła: wody zostało mało, Nolan źle wyglądał, a Jimmy miał na samych rękach 60 ugryzień owadów i nie wiedział, ile jeszcze wytrzyma.

Chandler dopytał, do czego służą skegi. Usłyszał, że pozwalają łodzi płynąć prosto nawet wtedy, gdy „sama tego nie chce”. Pierwsze wiosło bardziej przypominało flagę, ale po ciaśniejszym związaniu powstały cztery sztuki. Hase zbudował żagiel w kształcie, który nazwał kleszczami kraba, wzorując się, jak mówił, na starożytnych Polinezyjczykach. Jimmy zauważa, że w trakcie zadania ekipa naturalnie stała się dobrze naoliwioną maszyną.

Pracowali w pośpiechu, bo Hase wskazał idealne okno startowe. Według niego przy nowiu prądy są szczególnie silne. Jeśli wypłyną w chwili, gdy przypływ zmienia się w odpływ, prąd zaniesie ich w stronę wyspy. Do zmiany prądów zostało mniej niż 12 godzin. Żagiel złapał wiatr przy pierwszej próbie, a linka pozwalała go szybko zwinąć. Prace trwały do późnej nocy. Około północy Chandler nie był już pewien, nad czym pracuje („chyba robię ster?”), a mimo to łódź została ukończona.

Wypłynięcie

Jimmy opowiada, że w nocy myślał tylko o powrocie do domu i rodziny, a jedyną drogą była prowizoryczna łódka na niebezpiecznym oceanie. Przed startem złożyli obietnicę: gdy będą zmęczeni, wykończeni albo zechcą przestać, odpowiedzią ma być „wiosłowanie”.

Start był trudny: weszli za głęboko, a fale wyciągały ich do wody. Na początku odpływ pomagał, ale Hase ostrzegał, że za kilka godzin dotrą do kanału, w którym prąd będzie wypychał ich w głąb oceanu. Musieli więc zbliżyć się do wyspy jak najbardziej przed wejściem w kanał. Po rozwinięciu żagla płynęli około mili na godzinę, a do celu mieli jeszcze pięć mil, przy czym docelowej wyspy nie było jeszcze widać.

Po 20 minutach pojawiły się zmęczenie i mdłości. Szybko stało się jasne, że jeśli wszyscy będą wiosłować bez przerwy, wypalą się przed kanałem. Hase wprowadził więc rotację co kwadrans: trzy osoby wiosłują, jedna odpoczywa. Po 45 minutach pokonali według ich szacunków około 20% trasy.

Kanał

Przy wejściu do kanału zaczęły się kłopoty. Nolan złamał wiosło, część łodzi odpadła, a Hase wpadł do wody. Prąd obracał łódź bokiem, więc trzeba było wiosłować długimi, mocnymi ruchami, żeby wrócić na kurs. Udało się, a uczestnicy znaleźli rytm. Jeden z nich mówił, że z nikim innym nie chciałby wiosłować pośrodku oceanu.

Wraz z postępem przyszło wyczerpanie. Ktoś był odwodniony, Chandler czuł się źle, ktoś inny miał mroczki przed oczami z bólu ramienia. Przypominali, że budowali łódź przez sześć dni po 12 godzin. W samym kanale pojawiły się duże fale. Hase prosił Dariusa, by nie przestawał wiosłować nawet na pięć sekund, bo to jego siła chroniła ich przed zepchnięciem na południe. Godzinami prąd szarpał łodzią w lewo i w prawo, aż uznali, że stoją w miejscu.

Po sześciu godzinach Jimmy miał chorobę morską, Chandler spał, a Darius wiosłował praktycznie bez przerwy. Hase sterował i obsługiwał żagiel. Jimmy przyznaje, że on i Chandler byli bezużyteczni, więc wszystko zależało od Hase'a, Nolana i Dariusa. Darius podawał odległość: trzy i pół mili do wyspy. Po siedmiu godzinach okazało się, że gdy tylko przestają wiosłować, prąd ich cofa. Padła propozycja odpalenia racy. Darius mówił, że nie da już rady, a najgorsze było to, jak blisko wydawała się wyspa.

Druga szansa

Leżąc bez sił na łodzi, Jimmy wrócił myślami do obietnicy sprzed startu i do tego, co mówił dwa dni wcześniej: że dobrze się bawił przez ten tydzień. Jak opowiada, gdy tylko wróciła mu nadzieja, sytuacja się odwróciła. Nadszedł przypływ i zaczął ciągnąć łódź w stronę lądu bez wiosłowania. Dopiero wtedy zorientowali się, że wydostali się z kanału.

Darius podał odległość poniżej trzech mil i wszyscy zgodzili się spróbować jeszcze raz. Jeden z nich powiedział, że może mówić, że się podda, ale nigdy tego nie zrobi. Po ponad ośmiu godzinach byli spaleni słońcem, głodni i odwodnieni, ale odliczali kolejne dystanse: 2,5 mili, 1,7, jedna mila, potem 0,9, 0,8, 0,7, 0,6. W końcu pojawił się okrzyk „Ląd!”.

Ostatnie minuty i porażka

Czekała ich jeszcze jedna zmiana prądów, do której zostało 20 minut. Hase powtarzał, że przy niesprzyjającym wietrze i prądzie nawet z silnikiem by nie dopłynęli. Przy jednej trzeciej mili od celu pojawiła się obawa, że prąd zniesie ich obok wyspy. Po 11 godzinach w łodzi wiosłowali z ostatnich sił.

Gdy mieli za sobą, jak mówi narrator, około 95% trasy, wiatr zmienił się całkowicie. Pojawiła się boczna bryza, która według uczestników spychała ich na południe, a potem wiatr wiał im prosto w twarz. Zwinęli żagiel i wiosłowali, ktoś nawet rękami, ale prąd się odwrócił: woda, która ich wcześniej niosła, teraz wypychała ich z powrotem. Narrator stwierdza, że nic nie mogli zrobić. Byli pół mili od wyspy.

Ktoś zauważył, że mogli płynąć wpław, i zastanawiał się, czy wciąż mogą. Ostatecznie padło jednak: „To koniec”. Po prawie 12 godzinach wiosłowania i żeglugi uczestnicy przyznali, że gdyby byli 20 minut szybsi, byliby na wyspie. Ktoś mówił, że mogli bardziej się postarać, i padła decyzja o odpaleniu racy.

W ostatniej wypowiedzi pada stwierdzenie, że było to najtrudniejsze wyzwanie podjęte na kanale, a porażkę przypieczętowały prądy na ostatniej prostej, co sprawia, że jest „jeszcze gorsza”. Mówiący przyznaje, że nienawidzi przegrywać, czuje, że zawiódł pozostałych, przeprasza i obiecuje, że następnego wyzwania nie przegra. Na koniec wchodzi na pokład helikoptera.