Od kontenera za dolara do góry za miliard: MrBeast porównuje bunkry atomowe

Otwórz w YouTube ↗
Przegląd

MrBeast (Jimmy) i jego ekipa zwiedzają kolejne schrony, od najtańszego do najdroższego. Pytanie jest proste: czym różni się bunkier za jednego dolara od takiego, który ma przetrwać „największe bomby atomowe”? Wycieczka prowadzi przez zakopany kontener, dawne centrum dowodzenia rakietami, podwórkowy schron youtubera-wynalazcy, prezydencki bunkier z czasów Kennedy'ego, podziemny „wieżowiec” i luksusowy dom ukryty pod zwykłym domem. Kończy się w Cheyenne Mountain Space Force Station, którą prowadzący przedstawia jako najbezpieczniejszy bunkier na świecie. Materiał ma charakter rozrywkowy. Podane kwoty to wyceny przytaczane w filmie, a wiele informacji o obiektach pochodzi od gospodarzy lub z narracji.

14 min czytania

Bunkier za 1 dolara: zapadający się kontener

Zestawienie zaczyna się od bunkra wartego jednego dolara. W praktyce to zakopany w ziemi kontener morski. „Wycieczka” po nim kończy się, zanim na dobre się zaczęła. W środku jest mokro, a konstrukcja już się zapada. Według prowadzącego to pewnie tłumaczy cenę, a całość „wygląda, jakby już doszło do wybuchu”. Zapytany, czy taki schron wytrzymałby bombę, towarzysz odpowiada krótko: „Nie”. Ekipa przeprowadza potem jakąś próbę z „bombą”, ale film nie pokazuje jasno, jak się skończyła. Słychać tylko zaskoczone „Czekaj, co?” i zapowiedź, że kolejne bunkry będą coraz bardziej odjechane.

Bunkier za milion: dawne centrum dowodzenia rakietami

Drugi obiekt kosztuje milion dolarów. Według narracji zbudowano go do wystrzeliwania rakiet, a głęboko pod ziemią da się w nim przeżyć nuklearną zagładę. Do środka prowadzą „nieskończone” schody i drzwi ważące blisko 3200 kg. Wnętrze przypomina prowadzącemu „Gwiezdne wojny”. Gospodarze pokazują pomieszczenie, z którego odpalano rakiety. Całość zaprojektowano tak, by przetrwała atak nuklearny i pozwoliła na niego odpowiedzieć.

Ciekawostką konstrukcyjną jest podłoga. Według relacji jest zawieszona jak gigantyczna platforma zwisająca z sufitu i trzyma się tylko na ośmiu sprężynach. Pięćdziesiąt lat temu było tu centrum dowodzenia rakietami. Obecny właściciel zamienił je w ukryty, obwarowany dom „gotowy na koniec świata”. Pada pytanie, jak rząd pozwolił mu ten obiekt kupić, ale w filmie nie ma na nie odpowiedzi.

Dom jest urządzony mieszkalnie. Jest wanna, kuchnia i strefa rozrywki. Pięć pięter pod ziemią mieści się klub, w którym, jak mówi prowadzący, właściciel naprawdę organizuje imprezy. Gospodarz zabiera ekipę także do części, której „zwykle nie pokazuje”: schronu, w którym kiedyś przechowywano prawdziwą rakietę nuklearną. Na pytanie, czy jest tam bezpiecznie, odpowiada „Hm, nie”. Gdy gaśnie światło, uczestnicy przyznają, że robi się naprawdę strasznie, bo nic nie widać.

Bunkier za 3 miliony: arsenał Colina Furze'a pod podwórkiem

Trzeci bunkier ma pokazać, jak mógłby wyglądać schron zbudowany samodzielnie. Ukryto go pod podwórkiem, a wejście prowadzi przez „upiorną szopę”. Należy do youtubera i wynalazcy Colina Furze'a. Od strony ochrony jego najważniejszą cechą jest metr betonu nad głową. Gospodarz mówi, że poza funkcją schronienia bunkier jest też czymś w rodzaju muzeum jego dzieł z YouTube.

Narrator tłumaczy, że wartość trzech milionów dolarów wynika właśnie z tej kolekcji „niezwykłej i niebezpiecznej broni”. Jest tu przenośny miotacz ognia, wyrzutnia rakietowa na nadgarstek, urządzenie miotające nożami z paralizatorem oraz karabin maszynowy połączony z piłą łańcuchową. Prowadzący porównuje Colina do „prawdziwego Tony'ego Starka”. Miotacz ognia zostaje odpalony we wnętrzu bunkra. Prowadzący przyznaje, że nie czuje się bezpiecznie, i zauważa, że gospodarz może spalić własny schron. Mimo to sam próbuje.

Za bunkrem jest jeszcze jedno pomieszczenie: wykopany przez Colina podziemny system tuneli, według narracji większy od samego bunkra. Tam pokazano kolejne wynalazki. Jednym z nich jest armata, która „zamienia wszystko w amunicję”. Strzela się z niej między innymi bułkami, a padają też żarty o „całej rolce”. Innym jest obrotowy pas z nożami. Prowadzący przyznaje, że przy nim nie czuł się bezpiecznie, i pyta, czy jakiś nóż kiedyś odpadł. Gospodarz zaprzecza. Na uwagę, że to samo da się zrobić bez noży, odpowiada, że z nimi jest fajniej. Ostatni pokaz to „mroźnofalówka”, czyli według gospodarza przeciwieństwo mikrofalówki, którą zamrożono słodycze.

Prezydencki bunkier za 5 milionów: schron z czasów Kennedy'ego

Według narracji bunkier Colina „nie umywa się” do kolejnego obiektu, położonego na wyspie: prezydenckiego bunkra wycenionego na pięć milionów dolarów. Pierwsze wrażenie nie jest najlepsze, bo ekipa pyta, czemu pachnie tu kocim moczem. Prowadzący podkreśla, że schron wygląda skromnie, ale w 1961 roku wystarczał prezydentowi Johnowi F. Kennedy'emu.

Członkowie ekipy nie kryją zdziwienia, że Kennedy „miał tylko to”. Dziś obiekt jest według nich „trochę ruderą”. Prezydenckie łazienki budzą szczególnie dużo żartów, łącznie z pytaniem, czy to naprawdę warte pięć milionów. Pada też żart, że lepiej, by JFK nie obejrzał filmu, bo byłoby mu przykro na widok nowocześniejszych bunkrów.

Bunkier za 30 milionów: podziemny wieżowiec na 75 osób

Z przeszłości film przenosi się w stronę „przyszłości”. Bunkier za 30 milionów dolarów ma 15 pięter i według narracji jest w zasadzie podziemnym wieżowcem, w którym 75 osób może „przetrwać wszystko”. Pierwszą linią obrony są stalowe drzwi pancerne grube na ponad 60 cm. Zapytany, ile granatników trzeba, by je rozwalić, rozmówca odpowiada: „Pewnie trzy”.

Obiekt ma też kryjówkę snajpera, całodobowy monitoring, broń, którą narrator nazywa ulubioną rzeczą Larry'ego, oraz własną strzelnicę. Prowadzący przyznaje, że może to przesada, ale pyta, kto nie chciałby tu być, gdyby świat się kończył. Wnętrze ma pozwolić na samodzielne życie społeczności. Jest szpital, gabinet lekarski, gabinet dentystyczny, apteka, a nawet więzienie. Do tego 15 luksusowych apartamentów i udogodnienia na pozostałych 14 piętrach.

Ekipa zna to miejsce. Pięć lat wcześniej spędziła tu 24 godziny i teraz wspomina, że wszyscy wyglądali wtedy młodziej. Apartament 15 pięter pod ziemią, z pralką i suszarką, jest według prowadzącego „fajniejszy niż normalne mieszkania wielu ludzi”. Rozwiązano też kwestię jedzenia. Działa wewnętrzny sklep spożywczy urządzony tak, by przypominał prawdziwe życie, z bekonem w puszce włącznie. Gospodarze za jedno z najważniejszych pomieszczeń uznają hydroponikę, czyli uprawę roślin w wodzie zamiast w ziemi. Według narracji daje ona mieszkańcom „nieograniczone uprawy”.

Na końcu jest basen, nazwany „najlepiej strzeżonym basenem na świecie”, a także siłownia i ścianka wspinaczkowa. Prowadzący ocenia, że ten bunkier jest „20 razy lepszy” od poprzednich, i nie jest pewien, czy coś go przebije.

Bunkier za 50 milionów: dom pod zwykłym domem

Kolejny obiekt kryje się pod zwyczajnym domem w zwyczajnej okolicy. Według narracji 10 metrów pod ziemią mieszczą się „najdroższe i najdziwniejsze bunkry na świecie”. Wejście wymaga sekretnego kodu, który ekipa zamazuje na nagraniu, „żeby uniknąć kłopotów”. Potem bardzo wolna winda zjeżdża trzy piętra w dół, a nad głowami zwiedzających zamyka się kamień i cement.

Prowadzący podkreśla, że ten bunkier zaprojektowano tak, by nie czuć się w nim jak w bunkrze. Jego zdaniem, gdyby trzeba było spędzić pod ziemią 100 lat, wybrałoby się właśnie ten. Trzy piętra pod ziemią rosną palmy, a podłoże jest tak realistyczne, że ekipa nie wie, czy to dywan, czy trawa. Stoi też choinka, choć święta były dziewięć miesięcy wcześniej. Na dole stoi osobny dom. Przy wejściu do niego ktoś uderza się w niski element, co kończy się żartem, że architekt miał 150 cm wzrostu, i docinkami wobec Tareqa, który przechodzi pod nim bez schylania się.

Dom okazuje się dużo większy, niż ekipa się spodziewała: luksusowy, „zupełnie jak zwykły dom”. Według narracji całość zaprojektowano tak, by przez dekady mieszkania tu nie tęsknić za światem zewnętrznym, bo nie czuć różnicy. Za oknem widać nawet drzewa jak na powierzchni. Wśród drobniejszych odkryć jest cola przeterminowana od dwóch lat. Ktoś ją pije, a sprawdzić w internecie, czy to niebezpieczne, się nie da, bo trzy piętra pod ziemią nie ma zasięgu.

Hugo i Rayne w bunkrze lepszym od własnego

W jednym z pomieszczeń ekipa ogląda fragment wcześniejszego filmu MrBeasta. Hugo i Rayne spędzili w nim 100 dni zamknięci w bunkrze, by powalczyć o pół miliona. Pytani o tę parę, członkowie ekipy mówią, że się nie poddają i są fajni. Okazuje się, że to był sygnał. Hugo i Rayne zjeżdżają windą do bunkra za 50 milionów, a prowadzący przyznaje, że ten bunkier jest lepszy od tego, który zbudował dla nich. Ostrzega też, żeby nie pili przeterminowanej coli.

Para szybko zaczyna się przekomarzać, co narrator kwituje uwagą, że trudno im było zerwać ze starymi nawykami. Rayne zachwyca się różową kuchnią i deklaruje, że w takiej gotowałaby codziennie. Hugo wątpi. Na zewnątrz domu, wciąż wewnątrz bunkra, jest basen. Jedyna uwaga gości dotyczy zimnej wody. Na pytanie, czy ich wyzwanie wyglądałoby inaczej z basenem, odpowiadają, że bardzo, i jedno z nich mówi, że wtedy by nie odpadło. Na koniec tej części pojawia się wątek sekretnej drogi ewakuacyjnej, połączony z żartem, że może nie powinno się jej pokazywać.

Cheyenne Mountain: bunkier za miliard pod granitem

Finałem jest Cheyenne Mountain Space Force Station, przedstawiona jako najbezpieczniejszy bunkier na świecie, wart miliard dolarów. Według narracji chroni go ponad 600 metrów litej granitowej skały i ma wytrzymać nawet najbardziej niszczycielską broń stworzoną przez człowieka. Zasady są tu inne niż w prywatnych bunkrach. Na żartobliwe pytanie, co by było, gdyby przebiec przez tunel, ktoś ostrzega: „Zastrzelą was”. Prośby o potrzymanie broni zostają odrzucone.

Zwykle w tym miejscu filmu pojawiłaby się trójwymiarowa mapa pokazująca rozkład pomieszczeń. Prowadzący wyjaśnia jednak, że obiekt jest tak dobrze strzeżony, iż zgodnie z prawem nie wolno mu jej pokazać. Kilka razy trzeba też zakryć obiektyw kamery. Po przejściu przez ochronę dociera się do drzwi, które według narracji wytrzymają nawet bombę atomową. Tuż za nimi stoją drugie, na wypadek gdyby jedne nie wystarczyły. Dalej jest tak zwana „ściana powitalna” i napis Space Force. Rozmówca z bazy wspomina o czterech komórkach operacyjnych, które działają poza bunkrem.

Najciekawszym elementem konstrukcji okazuje się ochrona przed, jak to ujęto, „najbardziej nieprzewidywalnym wrogiem”, czyli matką naturą. Według narracji bunkier „dosłownie pływa”. Między nim a skałą wydrążono lukę, a sam obiekt ustawiono na sprężynach, więc fala uderzeniowa z bomby lub trzęsienia ziemi jest absorbowana. To przypomina rozwiązanie z bunkra za milion, gdzie podłogę też zawieszono na sprężynach. Odległość, jaką ekipa przeszła od drzwi przeciwwybuchowych do wnętrza, prowadzący nazywa „wiecznością”, ale dokładnej wartości podać nie może, bo jest tajna.

Pokład bojowy, NORAD i incydent Tareqa

Wewnątrz ekipa trafia na pokład bojowy. Według narracji w razie ataku na Amerykę Północną z powietrza lub od strony morza to tutaj decyzje podejmowaliby przywódcy NORAD. Część wyposażenia nie może trafić na nagranie. Prowadzący żartuje, że to, czego nie wolno pokazać po prawej, „na pewno nie jest UFO”. Jimmy dostaje pozwolenie, by usiąść w fotelu generała, ale może dotykać tylko fotela.

Wtedy dochodzi do najbardziej nerwowego momentu wizyty. Tareq czegoś dotyka, choć, jak podkreślają pozostali, ekipę „ze 30 razy” proszono, by niczego nie ruszała. Personel mówi, że trzeba to sprawdzić, a członkowie ekipy żartują, że Tareq zostanie aresztowany, a wszystkich wyrzucą. Tareq wielokrotnie przeprasza. Ktoś dorzuca, że te przyciski mogą odpalać pociski.

Następnie Eric pokazuje tajne centrum dowodzenia w sercu bunkra, AJOC, czyli alternatywne wspólne centrum operacyjne. Według Erica odpowiada ono za obronę powietrzną i morską całej Ameryki Północnej. Na pytanie, ile czasu potrzebują myśliwce, by dogonić niezidentyfikowany samolot, pada odpowiedź: niecałe 5 minut. Skoro centrum monitoruje każde zagrożenie, prowadzący dopytuje o UFO. Odpowiedzi nie dostaje. Rozmówca „wgapia się w ziemię”, a temat zostaje ucięty.

Miasto w górze: Subway, straż pożarna i ćwiczenia ratunkowe

W końcu ekipa może filmować w holu, choć i tu pada prośba o zakrycie obiektywu. Dokładna liczba pracowników jest tajna. Według narracji jest tu jednak wszystko, czego trzeba, by przez wiele lat utrzymać przy życiu setki ludzi: siłownia, sklep spożywczy, a nawet Subway. Na pytanie, czy pracuje tu tyle osób, że opłaca się go prowadzić, rozmówca odpowiada twierdząco. Prowadzący zjada tam spaghetti, „najlepiej strzeżone”, jakie jadł.

W górze działa też straż pożarna z wozami jeżdżącymi po drogach wydrążonych w skale. Strażacy zwykle ćwiczą na kukłach, ale tym razem w roli poszkodowanego występuje członek ekipy. Akcja „ratunkowa” jest chaotyczna i pełna okrzyków, a jej wykonanie zostaje ocenione na „takie 4/10”.

Zakończenie: od ogródka po podziemne miasto

Na koniec prowadzący zestawia całą skalę. Niektóre bunkry kryją się w ogródkach, inne za odpowiednią cenę mogą rozciągać się pod całym sąsiedztwem, a jeszcze inne są luksusowymi posiadłościami z własnym aquaparkiem. Jego zdaniem nic nie dorównuje jednak Cheyenne Mountain, które opisuje jako podziemne miasto z własną siecią elektryczną, nieskończonymi korytarzami, drogami i niejednym jeziorem. To ten bunkier, mówi, może kiedyś stanąć na straży Ameryki i ludzkości. Film kończy się żartem. Prowadzący prosi przedstawiciela bazy, by zagroził widzom, że wojsko ich „dorwie”, jeśli nie zasubskrybują kanału. Słyszy w odpowiedzi „Nie ma mowy”.