Sto osób od 1 do 100 lat w boksach: kto wytrzyma najdłużej i zgarnie pół miliona dolarów

Otwórz w YouTube ↗
Przegląd

Zasada jest prosta. Sto osób w wieku od roku do stu lat siedzi w osobnych boksach, a ostatnia, która z niego nie wyjdzie, wygrywa 500 000 dolarów. Prowadzący stawia pytanie, który rocznik okaże się najwytrwalszy. Zawodnicy są oznaczeni swoim wiekiem i tak też nazywa się ich w dalszej części relacji. Rywalizacja trwa ponad tydzień. Z czasem cierpliwość przestaje wystarczać, bo uczestnicy sami głosują nad wyzwaniami, które eliminują kolejne osoby. Najwięcej emocji budzą jednak kłamstwa, sojusze i pytanie, czy uczciwość się opłaca.

12 min czytania

Start: deklaracje i hałaśliwa strategia dzieci

Na początku uczestnicy mówią, o co grają. Jeden z nich jedzie na rywalizację w tygodniu, w którym jego córka Emery kończy trzy lata, i deklaruje, że robi to dla niej. 69-latek zapewnia, że wszystko jest w porządku i chce wygrać. Stulatek mówi, że walczył na II wojnie światowej, więc to będzie „bardzo łatwe”.

Prowadzący przyznaje, że ma na planie ponad 300 kamer i obserwuje każdy ruch zawodników. Od razu zauważa, że dzieci mają, jak to ujmuje, „wariacką strategię”. Jedno z nich chce robić jak najwięcej hałasu, żeby inni nie mogli spać i sami zrezygnowali. Prowadzący nie dowierza, ale jego zdaniem to działa. Starszym uczestnikom krzyki przeszkadzają, część z nich szybko wychodzi, a niektóre dzieci też rezygnują przez ten hałas. Jednemu z odchodzących dorosłych prowadzący mówi z przekąsem, że „wytrzymał dłużej niż roczne dziecko”.

Pierwszy dzień: kto odpada, a kto zostaje

Po kilku godzinach z gry wychodzi dziesięć osób. Ekipa zostawia uczestników samych na resztę dnia i odpadają kolejni. Powody są zwyczajne: ktoś chce do domu albo do dzieci, ktoś musi iść do szkoły, ktoś uznaje, że w jego wieku to nie dla niego, ktoś się nudzi i tęskni za psem. Odchodzący dostają coś za sam udział.

Inni są bardziej zdeterminowani. Jedna osoba chce spłacić kredyt studencki siostry. 70-latek ma umowę z wnukiem i chce mu pokazać, że da radę. Ktoś inny twierdzi, że nie potrzebuje strategii i wytrzyma do świąt.

Drugi dzień: rezygnacja weterana i walka z nudą

Drugiego dnia zostaje 76 osób. Prowadzący zagląda do stulatka. Ten zapewnia, że nie śpi, ale po pytaniu, czy chce zostać, postanawia odpuścić. Mówi, że jego rodzina nigdy tego nie zapomni. Prowadzący podsumowuje, że weteran walczył na wojnie i wystąpił w nagraniu MrBeasta.

Prowadzący zwraca uwagę, jak uczestnicy radzą sobie z nudą. Jedna zawodniczka rysuje po ścianach pomadką, inni piszą dezodorantem, jeszcze inni budują forty z poduszek. Prowadzący przyznaje, że lubi to obserwować w takich wyzwaniach.

Pierwsze głosowanie i gra w trzy kubki

Po 24 godzinach przychodzi pora na pierwsze głosowanie. W każdym boksie są dwa przyciski. Jeśli większość wciśnie zielony, odbędzie się wyzwanie, przez które sporo osób odpadnie. Jeśli czerwony, nic się nie dzieje. Część uczestników woli nie ryzykować, inni chcą pozbyć się konkurencji. Wynik: 63 osoby za, 13 przeciw.

Wyzwanie to gra w trzy kubki w powiększonej wersji. Pod jednym jest piłeczka, a Nolan i Chandler przesuwają kubki. Kto wskaże właściwy, zostaje, a reszta odpada. Prowadzący widzi skrajne skupienie, ale też pomyłki. 82-latek mówi „nie dam się nabrać” i zaraz się gubi. Część zawodników uznaje, że to kwestia szczęścia, a ci, którzy stracili trop, muszą polegać na sąsiadach. Kubki są przesuwane przez godzinę bez przerwy, więc prowadzący uznaje, że jeśli ktoś wciąż wie, gdzie jest piłeczka, to robi wrażenie.

Wtedy pojawia się nowa strategia. Część grupy postanawia podawać pytającym fałszywy kolor. Uczestnicy głosują przyciskiem pod wybranym kubkiem i nie wiedzą, komu ufać, bo jeden mówi „czerwony”, a drugi „niebieski”. Trzy osoby wybierają zielony i się mylą. Większość wskazuje niebieski i ma rację. Pod koniec drugiego dnia zostają 52 osoby.

Konflikt po kłamstwie

Po grze w kubki rośnie napięcie między dwiema grupami. Jedni mówią o „wrogu” i wskazują starszego mężczyznę, który ich zdaniem od początku rozmawiał z drugą stroną. Podający błędny kolor tłumaczą, że tylko się droczyli, a druga strona źle to odebrała. Przyznają też, że zabawnie było patrzeć, jak inni nie wiedzą, co robić. Oszukani odpowiadają, że jeśli trzeba kłamać, to oni nie chcą tak grać. Według jednego z uczestników kłamcy sporo osób zrazili do siebie.

W tym miejscu prowadzący wyjaśnia, jak działa toaleta. Uczestnik wciska przycisk, na zewnątrz zapala się światło i Chris podstawia przenośną toaletę, bo hydrauliki nie dało się zrobić. Atmosfera dalej się psuje. Dochodzi do kłótni między sąsiadami, w której pada numer 22, i kolejne osoby rezygnują. Pod koniec trzeciego dnia głównymi celami są 54 i 74.

Czwarty dzień: wzajemne eliminacje

Czwartego dnia odbywa się kolejne głosowanie. Prowadzący uprzedza, że wyzwanie będzie inne i wiele osób odpadnie, więc trzeba głosować z rozwagą. Jeden z uczestników wciska przycisk wielokrotnie i mówi, że lubi tworzyć chaos, bo tak jest ciekawiej. Przeciw jest tylko dziewięć osób.

Zasady są brutalne. Każdy dostaje kartkę i mazak i ma 60 sekund na wpisanie numeru kogoś, kto jeszcze gra. Osoba z największą liczbą głosów odpada. Jeden z zawodników przewiduje, że okłamani zagłosują teraz przeciwko kłamcom, i dodaje, że „szczerość się opłaca”. Pierwsza runda to pojedynek 54 i 74. Jedni nazywają 54 aroganckim kłamcą, inni zarzucają 74 niewdzięczność. Przegrywa 74 z 14 głosami, różnicą dwóch głosów.

Procedura powtarza się jeszcze dziewięć razy. W kolejnej rundzie celem staje się dziesięciolatek. Jedni uważają go za irytującego, bo głosował przeciwko nim, inni za jedyne dziecko z charakterem, które mogłoby wygrać, gdyby zostało. Ktoś przeprasza go, tłumacząc, że jeśli na niego nie zagłosuje, sam zostanie wyrzucony. Dziesięciolatek odpada, a z nim cała pierwsza dekada. Prowadzący mówi, że tak mu go szkoda, że zaprasza go na scenę do pomocy przy reszcie zadania. Chłopiec od razu każe głosować na 14 i prawie wszyscy to robią.

Sojusz pięćdziesięciolatków

W kolejnych rundach najsilniejsza okazuje się grupa w wieku około 50 lat. Postanowili eliminować innych i było ich najwięcej. Odpada 73 z 15 głosami. Prowadzący zauważa, że ta grupa może pozbyć się wszystkich po siedemdziesiątce, i mówi, że nigdy tak się nie bał pięćdziesięciolatków. Kolejne rundy uderzają w starszych uczestników. Wszyscy głosują na 69, a ci, którzy zostają, mówią, że stracili przyjaciół.

Potem odpada 35 z dziewięcioma głosami. Prowadzący uznaje ten wybór za losowy. Następnie odpada 21, a uczestnicy komentują, że nie da się przyjaźnić wiecznie. Na koniec ponad połowa głosuje na 96. Prowadzący nie rozumie, dlaczego, bo jego zdaniem nie jest ona największym zagrożeniem. Sama 96-latka przyjmuje to spokojnie: skoro wszyscy tego chcą, to w porządku, a wnuki za nią tęsknią. Po czystce prowadzący podsumowuje, że pięćdziesięciolatkowie przetrwali bez strat dzięki sojuszowi, a 54, mimo że był jednym z głównych celów, „jakimś cudem” wciąż gra.

Piąty dzień: Jenga do ostatniej dziesiątki

Piątego dnia znów jest głosowanie. Część zawodników jest przekonana, że wygra, jeśli nie będzie więcej wyzwań. Inni widzą, że ich szanse rosną. Ktoś mówi, że wygrana pozwoliłaby mu spłacić dom i przejść na emeryturę. Za wyzwaniem głosuje 20 osób, a prowadzący pyta, dlaczego ryzykują.

Każdy dostaje wieżę Jenga. Klocki wyciąga się po jednym, a komu wieża się zawali, ten odpada. Gra trwa, aż zostanie dziesięć osób. Pierwsze rundy mijają bez strat, potem wieże zaczynają padać. Uczestnicy mówią o szybkim biciu serca i czekaniu na dźwięk spadających klocków. Jednemu ktoś zwraca uwagę, że jego wieża chwiała się ze 30 razy. Ktoś przekonuje Brendę, żeby myślała o Jendze podwórkowej, a ona odpowiada, że tam nie ma Jimmy'ego. W tej rundzie odpada 15 osób i zostaje dziesięć. Jedna z nich mówi, że jeśli jej mama wygra, pojadą do Disney World.

Po tej rundzie nie ma już nikogo powyżej 60 lat. Prawa strona hali jest opustoszała, a 15 boksów trzeba rozebrać. W miejscach po boksach zostają znaki X. Uczestnicy mówią, że każdy X to była osoba, a wokół nich nie ma już nikogo. Najmłodszy z pozostałych zapowiada, że jeśli ma odpaść, to w wyzwaniu, a nie z własnego wyboru.

Kulki: pojedynki sąsiadów

Ostatnia dziesiątka głosuje przez mikrofon i wszyscy chcą wyzwania. Prowadzący przywołuje gru w kulki z nagrania o Squid Games, które widzom się spodobało. Zawodnicy grają jeden na jednego z sąsiadem, każdy ma 10 kulek i sam wybiera grę. Po 30 minutach dalej przechodzi ten, kto ma 20 kulek.

Pary radzą sobie różnie. Jedna chce mieć to szybko za sobą i rozstrzyga wszystko rzutem monetą. W innej przy liczeniu wychodzi 19 kulek zamiast 20 i jednej brakuje. Prowadzący mówi, że trzeba ją znaleźć, i rzeczywiście znajduje się w pościeli. Zawodnik, któremu została jedna kulka, próbuje odrobić straty, ale ostatecznie przegrywa.

W pojedynku 54 próby z grą w marynarza nie dają rozstrzygnięcia, więc zawodnicy grają o wszystko. Prowadzący zauważa, że jeden ma 14 kulek, a drugi tylko sześć, i pyta, po co ryzykować. 54 wygrywa wszystkie kulki i znów przetrwa. W ostatniej parze zawodnicy mówią sobie przed rozstrzygnięciem „kocham cię”, a przegrana mówi, że przegrała z kimś wspaniałym. Zostają 23, 40, 43, 52 i 54.

Ostatnia piątka i głos wyeliminowanych

Zawodnik, który mówił o urodzinach córki, uświadamia sobie, że właśnie dziś ma ona urodziny, a jego przy niej nie ma. Pozostała piątka znów wybiera wyzwanie. Tym razem głosuje 95 osób, które już odpadły, a troje z największą liczbą głosów wylatuje.

Uczestnicy niepokoją się, bo nie wszyscy zrobili dobre wrażenie. Jedna osoba cieszy się, że nie ma wrogów. Pytana, czy postawiłaby na to pół miliona, przyznaje, że nie wie. Inny pyta retorycznie, co można w nim nie lubić. Pierwszy zawodnik dostaje dziesięć głosów i zostaje. Potem odpada 23, co zaskakuje innych. Kolejna osoba dostaje 15 głosów i odpada, mówiąc, że po mniej więcej siedmiu dniach była tak blisko wygranej i że porażka boli.

O ostatnie miejsce walczą 52 i 54. 54 sam mówi, że dostał najwięcej głosów, i ma rację: 37. Zostaje 52, która mówi, że ma teraz 50% szans na pół miliona dolarów. Finaliści dostają niespodziankę. Za zasłoną czeka rodzina zawodnika, którego córka ma urodziny, więc nie przegapi jej urodzin. Bliscy mówią, że są z niego dumni bez względu na wynik, a on odpowiada, że to znaczy dla niego wszystko.

Finał: walizki i blef

Ósmego dnia zostają 40, czyli Joe, oraz 52, kobieta. Siedzą w boksach od tygodnia. 52 mówi, że przy każdym zadaniu myślała, że odpadnie, i że łatwiej jej zebrać myśli, gdy walczy już z jedną osobą, a nie z 98. Nikt nie zamierza się poddać, więc prowadzący daje im wybór, a oni wybierają wyzwanie.

W jednej z dwóch walizek jest czek na pół miliona dolarów. Wszyscy na planie, łącznie z kamerzystą, mają zasłonięte oczy, a prowadzący miesza walizki. Rzut monetą wskazuje Joego jako osobę, która zajrzy do swojej walizki i będzie jedyną wiedzącą, gdzie są pieniądze. 52 decyduje, czy zatrzyma swoją walizkę, czy zabierze jego. Sama mówi, że nawet nie chce wiedzieć, bo to zbyt duży ciężar.

Joe twierdzi, że czek jest u niego, że widział logo MrBeasta i sam czek. Pytany, czy kłamie, odpowiada wymijająco: „A jak sądzisz?” i „Już mnie poznałaś”. Przysięga, że pieniądze ma on. 52 mu nie wierzy, uważa, że czek jest u niej, i zatrzymuje swoją walizkę.

Joe otwiera walizkę i rzeczywiście ma czek. Powiedział prawdę i wygrał. Ktoś z bliskich zwycięzcy mówi, że zawsze twierdzili, że dobrzy ludzie wygrywają, a uczciwość się opłaca. 52 nie wygrywa głównej nagrody, ale prowadzący daje jej 10 000 dolarów i wycieczkę z rodziną do Disneylandu na pocieszenie.