100 godzin wśród świątyń Majów: od maski pośmiertnej króla po szczyt piramidy Kukulkana

Otwórz w YouTube ↗
Przegląd

Ekipa MrBeasta dostaje 100 godzin na eksplorację dziesiątek starożytnych świątyń Majów w meksykańskiej dżungli. Cel wyprawy prowadzący formułuje prosto: zobaczyć miejsca, które według niego Majowie chcieli ukryć, i dotrzeć tam, gdzie, jak podkreśla, nie trafiają nawet archeolodzy. Na końcu trasy czeka świątynia Kukulkana, nazywana w filmie siódmym cudem świata. Wyprawa łączy zwiedzanie z przewodnikiem, rekonstrukcje dawnego wyglądu miast, wejścia do jaskiń i próby odtworzenia zwyczajów Majów, a przez cały czas przewija się pytanie, czy uda się znaleźć jakiś skarb.

9 min czytania

Piramida zbudowana na piramidzie

Helikopter wysadza ekipę przy świątyni, która według filmu ma ponad 2000 lat i jest otoczona dżunglą. Przez wąskie drzwi grupa wchodzi w głąb budowli, w długi tunel. Pierwszą rzeczą, jaką widać w środku, jest ogromny posąg, który podobno przedstawia boga kukurydzy w paszczy jaguara. Prowadzący żartobliwie zgaduje, co oznaczają poszczególne elementy rzeźby („to ręka”, „to parada”, „to toaleta”), a przewodnik prostuje, że rzekoma toaleta to w rzeczywistości kolczyk.

Przewodnik wyjaśnia też, że cała budowla to piramida postawiona na innej, starszej piramidzie. Im głębiej się schodzi, tym starsze warstwy można zobaczyć. Uczestnicy podkreślają, że trudno im uwierzyć, iż rząd pozwolił im tu wejść, i że nawet archeolodzy nie mają wstępu w miejsca, w których się znaleźli.

Po kilku godzinach w korytarzach świątyni ekipa dociera do końca, gdzie czeka niespodzianka: maska pogrzebowa odnaleziona w ciągu ostatnich 20 lat. Według przewodnika przedstawia twarz jednego z królów Królestwa Węża. Majowie mieli używać takich masek, by chronić zmarłych przed niebezpieczeństwami w drodze do podziemnego świata. Maska powstała ponad 1000 lat temu. Prowadzący może ją potrzymać, ale szybko oddaje ją z powrotem. Pyta przy tym, dlaczego tak cenny przedmiot nie jest w muzeum, tylko w rękach youtubera, i żartuje, że „na pewno nie pokaże tego 200 milionom ludzi”.

Miasto dla ponad stu tysięcy ludzi

Świątynia leży w środku dawnego, dziś opuszczonego miasta. Pierwszej nocy ekipa śpi w hamakach w dżungli, w której, jak słychać w filmie, żyją małpy i węże, a ludzie ginęli tu nawet od ataków jaguarów. Rano zaczyna się zwiedzanie reszty miasta.

Ponieważ ruiny niewiele mówią o dawnej świetności, film pokazuje rekonstrukcje. Według prowadzącego w mieście mieszkało kiedyś ponad sto tysięcy ludzi, świątynie stały wszędzie, a drogi według badaczy wyglądały tak, jak na wizualizacji. Ożywione zostają też dawne malowidła. Autorzy przedstawiają je jako najlepszą dostępną interpretację tego, co przedstawiają, i jako rzadki wgląd w życie Majów sprzed 2500 lat. Nolan myśli, że na jednym z nich widać lamę, co wywołuje drwiny reszty ekipy. W odwecie Nolan straszy Tareqa pająkiem.

Boisko, na którym przegrana kosztowała głowę

Kolejnym przystankiem jest miejsce, gdzie ponad 2000 lat temu znajdowało się boisko. Film nazywa grę, w którą tu grano, pierwszym drużynowym sportem z piłką. Towarzyszy temu makabryczny szczegół: kapitan przegranej drużyny miał tracić głowę.

Niedaleko stoi pałac, w którym według filmu około 2000 lat temu mieszkali król i królowa. Na rekonstrukcji widać tłumy, które miały godzinami czekać, żeby zobaczyć władcę. Prowadzący przypuszcza, że król mógł oglądać mecze z okien pałacu. Wnętrze przypomina labirynt, co przewodnik tłumaczy potrzebą ochrony króla: skoro ma być bezpieczny, nie ułatwia się nikomu dojścia do niego. Prowadzący naciska kolejne kamienne bloki i dopytuje przewodnika, Ernesta, czy ktoś kiedykolwiek sprawdzał, czy nie otwierają ukrytego skarbca. Przewodnik odpowiada wymijająco, że skarbiec może istnieć, ale jest ukryty.

Jaskinia nietoperzy i nocna wyprawa z pochodniami

W poszukiwaniu królewskiego skarbu ekipa rusza do jaskini głęboko w dżungli. Według Majów jej wejście było paszczą potwora z wnętrza Ziemi. W środku wokół uczestników krążą tysiące nietoperzy, co ktoś opisuje jako „tornado z nietoperzy”. Skarbu nie ma. Jeśli nawet kiedyś tu był, to, jak żartuje prowadzący, leży pod tonami nietoperzowych odchodów. Ekipa szybko się wycofuje, a ktoś zostaje przy tym „zafajdany” przez nietoperze.

Po zmroku grupa z pochodniami idzie do jeszcze jednej świątyni, która mogłaby kryć skarb. Przy świetle ognia budowla robi duże wrażenie, ale korytarze kończą się ślepymi zaułkami. Nocną wyprawę przerywa hałas z góry. Uczestnicy nie są pewni, czy to małpa, czy jaguar.

Brama do podziemnego świata

Rano okazuje się, że to nie koniec. Helikopter zabiera ekipę dalej, do miejsc, które prowadzący nazywa jednymi z najbardziej niezwykłych pozostałości zbudowanych przez ludzkość. Pierwsza jest budowla, którą Majowie mieli nazywać bramą do podziemnego świata. Kiedyś zdobiły ją wielkie kły, które z czasem odpadły. Prowadzący zgaduje, że jeden z budynków był miejscem składania ofiar, a przewodnik to potwierdza.

Jaskinia, z której miała wyjść ludzkość

Główną atrakcją tej części jest jaskinia, z której według wierzeń Majów wyłoniła się ludzkość. Głęboko w środku znajduje się tak zwane Drzewo Życia, od którego mieliśmy wszyscy pochodzić. Miejsce jest na tyle święte, że przed wejściem odbywa się ceremonia: prowadzący rytuał oczyszcza wejście i prosi duchy jaskini o pozwolenie. Wszyscy żartują, że duchy odrzucą Nolana, ale nic takiego się nie dzieje.

Im głębiej, tym jest goręcej i tym trudniej się oddycha. Przewodnik tłumaczy, że w głębi jaskini powietrze jest coraz rzadsze. Według prowadzącego Majowie próbowali zamurować tę część jaskini, by ją ukryć. Na końcu korytarza otwiera się komora z formacją, którą Majowie uważali za Drzewo Życia. Ktoś przyznaje, że spodziewał się dosłownie drzewa. Przewodnik objaśnia, że chodzi o święte drzewo ceiba, które podtrzymuje niebo. Wokół niego stoją naczynia wykonane przez Majów. W tych wysokich palono kadzidło, by przyciągnąć uwagę bogów. Prowadzący mówi, że gdyby był Majem i wierzył, że stąd pochodzi ludzkość, rozumiałby, dlaczego to miejsce było tak święte.

Zejście z butlami tlenowymi i „ostatni boss”

Dalsza część jaskini wymaga butli z tlenem. Według przewodnika trzeba zejść na głębokość około dwóch boisk do futbolu. Nolan najpierw odmawia, bo usłyszał, że na dole nie ma tlenu, i dostaje za to przytyk, że zawsze się wycofuje. Obawy okazują się jednak uzasadnione. Już przy pierwszym przystanku prowadzący czuje zawroty głowy i musi skorzystać z tlenu.

Przewodnik pokazuje odłamki ceramicznych naczyń. Na pytanie, czy można zabrać jeden do domu, odpowiada, że grozi za to więzienie. Dalej w tunelu wiszą nietoperze, a pod koniec ekipa trafia na coś, co film nazywa „ostatecznym bossem”: ogromnego pająka, którego uczestnicy żartobliwie nazywają największym pająkiem świata. Snują teorię, że strzeże on czegoś na końcu sekretnego tunelu. Zamiast iść dalej, zawracają i zostawiają tajemnicę tunelu nierozwiązaną. Ktoś przyznaje, że o mało nie rzucił butlą tlenową w kolegę.

Pitz: koszykówka bez rąk

Czwartego dnia ekipa sprawdza, jak Majowie się bawili. Film przedstawia grę „pitz”, którą Majowie mieli wymyślić ponad 3000 lat temu. Punkty zdobywa się, wrzucając piłkę do kamiennego pierścienia, trochę jak w koszykówce, ale bez użycia rąk, jak w piłce nożnej. Prowadzący przypomina też to, co było mówione drugiego dnia: kapitan przegranej drużyny tracił głowę.

Kontrola nad piłką przychodzi z czasem, ale trafienie do pierścienia pozostaje dalekie. Do pomocy zostają zaangażowani nawet operatorzy kamer, a porażki się mnożą. Nolan przegrywa. Prowadzący zapewnia, że nikomu nie odetnie głowy.

Po grze ekipa schodzi do zapadliska, czyli cenote, żeby wykąpać się w naturalnym basenie. Woda jest lodowata. Jedni zachwalają ją jako orzeźwiającą, drudzy nie wyglądają na przekonanych.

Majowska kolacja

Ostatniego wieczoru podana zostaje kolacja złożona z potraw, które według filmu Majowie jedli ponad tysiąc lat temu. Prowadzący przypomina, że Majowie czcili boga kukurydzy, a kukurydza jest podstawą tortilli. Pytanie, czy to Majowie wymyślili tacos, zostaje skierowane do montażysty i pozostaje bez rozstrzygnięcia.

Świątynia Kukulkana i pusta komnata

Ostatnie godziny wyprawy ekipa spędza przy świątyni Kukulkana w Chichén Itzá. Według prowadzącego zasługuje ona na miano cudu świata częściowo ze względu na rozmiar, ale też, co nazywa dziwnym, ze względu na akustykę. Jeśli klaśnie się przed piramidą, wraca echo przypominające dźwięk lasera.

Prawdziwym celem wizyty jest jednak świątynia na szczycie piramidy. Jest tak święta dla miejscowych, że nikomu nie wolno się na nią wspinać. Prowadzący deklaruje, że z szacunku dla tej kultury i dla wszystkich, dla których to miejsce jest święte, ekipa nie dotknie świątyni. Do wnętrza wlatuje więc dron sterowany przez Arthura.

Komnata okazuje się pusta. Wyjaśnienie pada od razu: około 500 lat temu przybyli tu Hiszpanie i zabrali większość tego, co było w środku. Film pokazuje rekonstrukcję tego, jak według historyków wyglądała świątynia przed rabunkiem.

Skarbu, na który ekipa liczyła od pierwszego dnia, ostatecznie nie znajduje ani w pałacu, ani w jaskiniach, ani na szczycie piramidy. Prowadzący zamyka wyprawę stwierdzeniem, że choć złota nie było, jest wdzięczny za możliwość odwiedzenia tych starożytnych miejsc i pokazania ich widzom.