Stu subskrybentów, cztery wyzwania i jedna prywatna wyspa: tak MrBeast świętował 100 milionów subskrypcji

Otwórz w YouTube ↗
Przegląd

Z okazji przekroczenia 100 milionów subskrybentów MrBeast (Jimmy) kupił dużą prywatną wyspę. Postanowił, że dostanie ją jeden z widzów. Na miejsce zaprosił stu subskrybentów, którzy przeszli przez cztery eliminacyjne wyzwania. Zwycięzca ostatniego miał otrzymać całą wyspę. Po drodze uczestnicy musieli też podjąć decyzję, czy zamienić szansę na wyspę na pewne pieniądze.

9 min czytania

Wyzwanie pierwsze: ogień i pochodnia

Pierwsza konkurencja miała być „czymś łatwym”. Do dalszej gry przechodziło pierwsze 50 osób, które rozpalą ognisko i zapalą od niego pochodnię. Według danych ekipy uczestnicy mieli potrzebować na to około 20 minut. Pierwsza osoba uporała się z zadaniem niemal od razu, co zaskoczyło prowadzącego. Jimmy zażartował, że miał na myśli minutę, a nie dwadzieścia. Każdy, komu się udało, przechodził na ponton.

Dla innych zadanie było znacznie trudniejsze. Słychać narzekania, że nic się nie zapala, a jeden z uczestników zauważył, że jego krzemień jest już całkowicie zdarty. Ostatnie miejsca obsadzano pod presją czasu. Prowadzący odliczał, że zostało dziesięć, potem trzy, dwa i wreszcie jedno. Gdy pięćdziesiąta osoba zapaliła pochodnię, połowa stawki straciła szansę na wyspę już w pierwszej konkurencji. Po drodze Jimmy zapowiedział kolejne etapy: odtworzenie Squid Game oraz statek piracki, na którym ludzie będą „wyrzucani za burtę”.

Wyzwanie drugie: „czerwone, zielone” na środku oceanu

Druga konkurencja nawiązywała do filmu ze Squid Game, który Jimmy nazwał najczęściej oglądanym na kanale. Tym razem grano na platformie na środku oceanu, a zasady zmieniono. Dalej przechodziło pierwsze 20 osób, które staną na czerwonej linii, i nie było limitu czasu. Dzięki temu prowadzący mógł dowolnie przeciągać rundy, a uczestnicy musieli długo stać w bezruchu. Jedna osoba mówiła, że nie czuje już nóg i wyobraża sobie odpoczynek na własnej wyspie.

Pierwsza eliminacja przyszła szybko, bo ktoś poruszył się na „czerwone”. Prowadzący próbowali też zmylić graczy słowami podobnymi do komend, na przykład „ziele angielskie” zamiast „zielone”. Najciekawszy moment wynikł jednak z pomyłki samego Jimmy'ego. Zdanie „W tej edycji gry «czerwone, zielone» nie ma limitu czasu” zawierało słowo „zielone” i jeden z uczestników ruszył. Jimmy chciał go wyeliminować, ale ten przekonał go, że komenda rzeczywiście padła. Po sprawdzeniu Jimmy przyznał mu rację. Dzięki jego błędowi uczestnik jako pierwszy przeszedł dalej. Sam przyznał, że bał się eliminacji, ale był pewien, co usłyszał. Jimmy dodał, że dziwi go, iż więcej osób tego nie podłapało, i że gracze muszą ważyć każde słowo, które pada z jego ust.

Zasady stosowano dosłownie. Stopa na linii wystarczała do zaliczenia. Jednej osobie, która zatrzymała się tuż przed linią, Jimmy odmówił zaliczenia, dodając, że i tak dobrze jej poszło. Na koniec liczba wolnych miejsc spadła do dwóch i rozstrzygnęła się w ostatnim wyścigu. Na podziękowanie za przyjście ogłoszono, że każdy z tej grupy dostanie 3000 dolarów.

Przewaga najwcześniejszego subskrybenta

Po tym etapie zostało 20 osób, a ponton płynący dalej mieścił tylko 10. Ponieważ był to odcinek specjalny z okazji 100 milionów subskrypcji, ekipa dała lekką przewagę osobie, która subskrybowała kanał najwcześniej. Okazała się nią Gabbie. Dostała polecenie, by sama wybrała połowę uczestników do eliminacji.

Początkowo nie wierzyła, że to na serio, ale szybko zaczęła wskazywać kolejne osoby. Przepraszała przy tym i przyznawała, że to „brutalne”. Jimmy zaproponował jej, że ktoś może ją zastąpić, ale odmówiła, bo nie chciała sama odpaść. Wyeliminowani przyjmowali decyzje różnie, od „nie twoja wina” po żal, że byli tak blisko spełnienia marzenia. Jimmy podsumował, że każdy, kto ostatecznie wygra, zawdzięcza to Gabbie, bo mogła go wyeliminować.

Wyzwanie trzecie: deski na statku pirackim

Dziesięć osób popłynęło na statek piracki, zza którego widać było wyspę. Jimmy zwrócił uwagę, że połowa z nich „nawet nie dotknie jej piasku”. Uczestnicy mieli już różne plany. Jeden zapowiadał budowę rezydencji, inny chciał sprzedać wyspę za tyle, ile się da.

Konkurencja polegała na wyborze jednej z dziesięciu desek, z których każda była przywiązana do liny. Po przecięciu liny pięć desek miało zrzucić uczestników do wody, a pięć pozostawało bezpiecznych. Pierwszy ochotnik wybrał deskę, którą ktoś określił jako „niedobry wybór”, a mimo to przetrwał. Kolejni też trafiali dobrze. Przy czwartej osobie, która odrzuciła jedną z desek, bo „wygląda śmiesznie”, Jimmy zauważył z niedowierzaniem, że z pięciu sprawnych desek uczestnicy wybrali cztery, „wbrew wszelkiej matematyce”. Pomiędzy kolejnymi cięciami Jimmy wplatał segmenty sponsora, także w formie żartów, że los sprzyja tym, którzy z niego korzystają.

Ponieważ czwórka trafiła tak szczęśliwie, zmieniono tryb gry. Pozostałych ustawiono w szeregu i przecinano liny po kolei. Jeden z uczestników liczył na „marchewkę ochrony”, ale wpadł do wody. Jimmy skomentował, że przynajmniej wiadomo, że deski działają, a poprzednia czwórka po prostu miała farta. Do wody trafiła również Gabbie, która wcześniej zdecydowała o losie połowy grupy. Mówiła, że nigdy nie była na otwartej wodzie i że Jimmy chyba rzucił na nią klątwę. Ostatnią dwójkę odcięto równocześnie, szanse wynosiły 50 na 50. Ze stu osób zostało pięć.

Wyspa, o którą toczy się gra

Piątka popłynęła na wyspę i objechała ją wózkami golfowymi, które należały do niej w pakiecie. Jimmy wymieniał kabanę, lądowisko dla helikopterów i basen. Uczestnik, który na statku planował sprzedaż, zaczął się zastanawiać, czy jednak nie zatrzymać wyspy. Ktoś z ekipy odpowiedział, że też by to przemyślał. Później padło porównanie, że ta wyspa jest „dosłownie cztery razy większa” od wyspy Chandlera.

Oferta: 50 000 dolarów albo dalsza gra

Przed ostatnim wyzwaniem Jimmy wręczył każdemu czek na 50 000 dolarów. Można było spalić czek i grać dalej o wyspę albo zatrzymać pieniądze i odejść. Wybory zaczęto od osoby, która subskrybowała kanał najpóźniej.

Pierwszy uczestnik, mimo że ktoś podpowiadał mu, by zatrzymał pieniądze, powiedział, że lubi rywalizację, i spalił czek. Jimmy uznał, że to może być największy błąd w jego życiu. Druga osoba też wolała walczyć o wyspę. Trzecia uczestniczka zauważyła, że 50 000 dolarów nie wystarczy jej nawet na roczne czesne, i zaryzykowała. Czwartej osobie Jimmy przypomniał, że pozostając w grze, ma tylko 25 procent szans na wygraną. Ona również odmówiła, określając to jako najtrudniejszą decyzję w życiu. Jimmy żartował, że właśnie zaoszczędził 200 000 dolarów.

Ostatnia uczestniczka tłumaczyła, że rano była o włos od przegranej, ale od tamtej pory wszystko szło po jej myśli. Uznała, że ma szczęście, i chciała grać dalej. Tak więc wszyscy pięcioro spalili czeki. Później przyznawali to z autoironią, mówiąc, że zrobili to „jak idioci”. Jedna z uczestniczek wyznała w trakcie poszukiwań, że część niej żałuje, iż nie wzięła pieniędzy, ale intuicja podpowiadała jej, żeby iść po wygraną.

Wyzwanie czwarte: poszukiwanie przycisku za 100 milionów

W finałowej konkurencji nagrodą był przycisk YouTube za 100 milionów subskrypcji w walizce, z przyklejonym aktem własności wyspy. Kto pierwszy znajdzie walizkę, wygrywa wyspę. Uczestnikom zasłonięto oczy, a Jimmy odjechał, by schować przycisk. Jego plan zakładał, że odjedzie daleko, by uczestnicy myśleli, że przycisk jest daleko, a potem wróci i ukryje go „pod nosem”. Zaparkował tak, by go nie słyszeli, i schował walizkę między drzewami w miejscu, z którego było widać grupę. Ktoś z ekipy zażartował, że należałoby wrzucić przycisk do oceanu, na co usłyszał, że dostają tylko jeden taki przycisk. Jimmy wspomniał też, że sam po przegraniu wyspy miał koszmary przez ponad rok.

Uczestnicy próbowali „myśleć jak Jimmy”. Jeden z nich był przekonany, że przycisk będzie „tam, gdzie go znajdzie”. Inni radzili szukać rzeczy tam, gdzie nie powinno ich być, albo tropić ślady w piasku. Część osób kręciła się przy basenie, ktoś przeszukiwał domek na drzewie, ktoś las. Jimmy komentował, że nikogo nie ma w pobliżu kryjówki. Kilka razy uczestnicy przechodzili dosłownie obok niej. Ktoś z ekipy przyznał, że przycisk został dobrze ukryty, a Jimmy podkreślał, jak duża jest wyspa. Z czasem zaczęło zachodzić słońce i pojawiły się wątpliwości, czy da się znaleźć walizkę po zmroku. Jedna z uczestniczek, zmęczona upałem, mówiła, że nie pamięta już nawet, jak walizka wygląda.

Przełom nastąpił, gdy jedna z uczestniczek zaczęła przesuwać patyki w okolicy kryjówki. Obserwujący zauważyli, że jest blisko, i chwilę później krzyknęła, że znalazła przycisk.

Finał

Zwyciężczyni powiedziała, że wciąż nie wierzy, że to prawda, i nazwała ten film najbardziej szalonym na kanale. Pozostali jej pogratulowali. Następnie otwarto walizkę. Jimmy opisał ją jako ponad dekadę swojego życia zamkniętą w jednej walizce. Podziękował subskrybentom, mówiąc, że kanał jest całym jego światem, a ostatnie lata przyniosły mu najbardziej szalone doświadczenia w życiu. Dodał, że widzowie zmienili go z woźnego w kogoś zupełnie innego. W środku, obok przycisku, był akt własności wyspy. Film kończy się okrzykiem zwyciężczyni, że właśnie wygrała wyspę.